Moi…

kontakt: kontakt@kb-glowacka.pl

Najczęściej rano tak wyglądam. Trochę bardziej w wersji czarno- biało – czerwonej. Moje ukochane kolory albo jak kto woli barwy :) Jestem niską brunetką, która postanowiła mieć włosy koloru czarnego. Czasem jest z dodatkiem czerwieni, co daje efekt koloru czereśni, a czasem z granatem i przypominają kolorem borówkę.

Gdzieś przy mnie jest, kawa lub herbata, zielona jaśminowa. Uwielbiam jaśminową herbatę i nie cierpię kawy z ekspresu. Jest to dla mnie, jakieś nieporozumienie, kawa parzona pod ciśnieniem. Z kawiarki, i owszem, i bardzo, i z śmietanką. Jednak z ekspresu – nie, stanowczo nie.

Cytując Nosowską

“Kocham ten stan
Cudowne sam na sam
Kawa i ja
Papierosy, kawa, ja
Nie ma kumpli nie ma nieprzyjaciół
Nie licząc dwudziestu w paczce papierosów
Kocham ten stan
Papierosy, kawa, ja…”

No cóż, jestem bardziej introwertyczna niż ekstrawertyczna. Zresztą nie wiem, jak można spotykać się codziennie i gadać wciąż o dupie Maryni? Wypada po przebywać  w domu, poczytać, pomalować. Udać się na łowy z aparatem. Zrobić coś dla siebie samego. Oczywiście, ze sprytną przebiegłością, udawało mi się przez bardzo długi okres swojego życia, wszystkim wmówić, że jestem ekstrawertykiem. Bo i od czasu do czasu bywałam na imprezach (średnio raz w miesiącu, jak na mnie, to i tak za często), raz na jakiś czas pojawiałam się na event’ ach – oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, raz na 2 miesiące. I wszystko szło jak z płatka. Nikt się nie zorientował. Dopiero na studiach psychologii, na 3 roku prof. Bogdan Zawacki mnie zdemaskował. Jestem długo długodystansowcem, już raczej hobbystycznie, bo nie biegam w żadnym klubie. Natomiast lubię, tak, z rana –  minimum 20 km. No i prof. głośno podczas wykładu oświadczył, że wszyscy długodystansowcy to introwertycy. Nie trzeba im nikogo innego do rozmowy, bo najfajniejszą osobę mają ze sobą.

I tym sposobem została zniszczona moja kariera ekstrawertyka. Współtowarzysze studenci poczęli przyglądać ni się podejrzliwy. Jakbym, co najmniej oddawała się jakiejś lubieżnej zabawie. Oczywiście w samotności ;)

Moje poczucie humoru straciło na wadze, co dla niektórych. I tak, z osoby zwykle interesującej posiadającej wiedzę, stałam się zwyczajnym dziwakiem, spędzającym czas na czytaniu książek, malowaniu i pisaniu. Normalnie dziwna jakaś jestem. Chyba powinnam się głębiej nad tym zastanowić. Stosować jakąś pokutę czy cóś…

Zastanawiam się …

Zastanawiam się głębiej …

Jeszcze głębiej …

I… Jest mi z tym dobrze. O Qrdę!!! Nawet nie specjalnie mnie to boli !!! Co więcej lubię to!!! I nadal nie znoszę kawy z ekspresu.

Właśnie się doliczyła, że 23 lata temu przeszłam na wegetarianizm – nie mylić z weganizmem. Według przewidywań wszystkich osób bliskich i dalszych mi nic mi nie jest, no może po za chorobami genetycznymi; jak hashimoto  czy celiakia. Za to odpowiedzialni są moi przodkowie, choć tego też nie jestem pewna.  Co jak dla mnie jest błogosławieństwem, bo większość dupków myśli o sobie i jest mało kreatywna. Na zaproszenie: – Może wyskoczymy na piwo. Odp. – Nie mogę pić piwa. Odbiera oczywiście – spadaj. Czasem zdarz się myślący. A co możesz pić z alkoholu. Odpowiadam. Najbezpieczniej to sake. I w ten sposób większość ucieka. A jak jest oporny to… „wiesz ale ja jestem wegetarianką”. Raz usłyszałam: To, co marchewka z grilla.
Na co dzień pracuję jako trener szkoleniowiec. Obracam się w tematach związanych z emocjami, wielokulturowością i językiem. A na co dzień, po pracy lub w między czasie, rysuję, maluję, szkicuje i pisze. Nie koniecznie poradniki. Choć, po co drugim szkoleniu mam taką ochotę…

W dniu którym przyszłam na świat, była burza, potem świeciło słońce. Jestem dziewczyną urodzoną w środku lata, więc ta burza, była po prostu efektem specjalnym, aby ogłosić moje przyjście. Inni mają fanfary a ja miałam swoją burzę. Do tej pory uwielbiam burzę – czy burza przypadkiem nie jest introwertyczna ? ;)

Z opowieści krążących na mój temat można wywnioskować jaka przepiórka ze mnie wyrośnie.

Jak wiem, istnieje taki zwyczaj jak chrzest dziecka. Ja także dostąpiłam udziału. (Jestem osobą wierzącą – głównie wierzę we wszystko, a czasem zdarza mi się wierzyć w jeszcze więcej. Uważam osobiście, że chrześcijaństwo jest super filozofią i sposobem na życie. Piersi chrześcijanie – osobiście nie znam żadnego, tak się dziwnie składa, że żaden nie dożył moich urodzin. W skrócie wierzę, praktykuje jednak, nie do końca się zgadzam z ezoteryką w kościele).

Wracając do mojego chrztu. Jest taki zwyczaj, że przed nowo, ochrzczonym dzieckiem, kładzie się różnego rodzaju akcesoria, w tym dokładnie trzy. Różaniec, monetę i kieliszek. I co dziecko weźmie, to się stanie. Różaniec – zakon. Moneta – bogactwo. Kieliszek – alkoholizm.

Ja chwyciłam za dwa przedmioty. A co tam. Mam dwie ręce, mam. Więc w każdej coś musi być. Jako 300 % kobieta, jak mi wiadomo, manifestowałam swoją kobiecość od zawsze. Sięgnęłam po różaniec. Oczywiście, koraliki. Trzeba mieć czym zabłysnąć. :) Po pewnym czasie, chyba się zorientowałam, że te koraliki drewniane, więc trzeba mieć jakieś bardziej efektowne. Więc chwyciłam monetę, oczywiście na koraliki ;) Prababka Konstancja stwierdziła: Różaniec + pieniądze = władza.

I tak dziś koraliki różne mam – różaniec także, a nawet kilka. Pieniądze – jeszcze nie. Może jak się pojawią pieniądze, to przepowiednia prababki Konstancji się sprawdzi. Osobiście, nie bardzo mi się chce władać.

Inne opowieści pojawią się na blogu.

Jak wcześniej napisałam jestem specjalistą od emocji, motywacji i skutecznego języka.

Nie którym może wydać się dziwne, jednak jako dziecko wiedziałam, jak będę pracować. Moim marzeniem było mieć taki zawód, że jeśli mnie spuszczą w jakiekolwiek miejsce, będę mogła pracować.

Magia czystej kartki sprawiała zawsze,iż zatrzymywała się i rysowałam, pisałam. Nie byłam w stanie określić czym będzie mój zawód wiedziała, że będę pisać, rysować i pomagać innym przekraczać to, co nieprzekraczalne. I tak jest, jako trener mogę być wszędzie. Moja specjalizacja pozwala dotrzeć do każdego. Tworzę elementy, które zapewniają nowe możliwości. Skupiamy się wspólnie na tym, co jest w nich dobre i silne. Na słabościach skupiają się inni. Chcę stworzyć lepsze juto i nie muszę tworzyć lepszego na podstawie gorszego. Nie sądzę, abym się dało stworzyć coś niezwykłego, niepowtarzalnego i doskonałego z “gówna”, bo i tak zawsze będzie to gówno. Więc jeśli lepisz w łajnie, łajno otrzymasz. Nie wierzę tym wszystkim, którzy dla dobra innej osoby ją kopią i szukają niedoskonałości. Robią to, bo są chorzy psychicznie i chcą sprawiać ból.

więcej>>

kontakt: kontakt@kb-glowacka.pl