4.30

Dziś wstałam wcześniej niż zwykle. Słonce pukało do szyb moich. Zegar nieubłaganie pokazywał 4.30 – godzinę Twojego serca. Za oknem góry, pagórki i wspomnienie minionych lat. Ubrałam Twą, to szarą i poszłam na zielony szlak. Orlik mi drogę znaczył krzykliwy jak zawsze. I wszystko w koło jak dawniej…

Szlak, Orlik Krzykliwy – wiatr, taki w sam raz nie za mocny, taki akurat. Ruiny wciąż na miejscu…

Reklamy