Historia początku pewnej znajomości

gotowanie-wspólne-300x196

Ponieważ mam tendencje do wałęsania się po dziwnych miejscach. Od klubów, kawiarni, bibliotek(– tu chyba jestem najczęściej), po kościoły. To i spotykam osobniki ciekawe. Zresztą myślicie, dlaczego Jezus wałęsał się wśród takich, tam dziwnych ludzi. Oczywiście, jak mówił sam leczył Mat, 9; 12 b. Jednak tacy pokiereszowani przez życie są ciekawsi. Co oni mogą do opowiedzenia, a jakie mają doświadczenie! No i z takimi  można dużo więcej zrobić.

W jednym z takich dziwnych miejsc jak kościół spotkałam dawno niewidzianą osobę. A dokładnie osobnika. Jest nim zakonnik, który nie dosyć, że wałęsa się w „czarnej kiece”, to jest w tym dość nonszalancji i obnosi się po całym świecie. Znaczy się Misjonarz. Spędziliśmy na rozmowie jakieś trzy godziny nie mogąc się rozstać. Aż dziwnie, że w końcu się to udało.

Historia naszej znajomości zaczęła się miej więcej tak:

Jestem już dość poważną osobą i ma skończone całe 5 lat. A co za tym idzie mam już swoje upodobania. I nie będzie mi jakaś inna kobieta mówić, w co mam się ubrać! A jak widomo okres oddzielenia od matki mam już za sobą. Więc jakim prawem star się mnie wcisnąć w fioletową wełnianą sukienkę! I jeszcze bezczelnie wmawia mi, że ładnie wyglądam. Ciężko jest mi się obronić przed większą i jak domniemywałam wtedy silniejszą. Na całe szczęście na podwórku była jedna, jedyna kałuża.

Chwila namysłu. Kałuża – ja – ja – kałuża – kałuża – ja, ok nikt nie widzi. Ślizg posuwisty wprost w kałuże.

Oczywiście matka w krzyk. „ Co za dziewucha. Zrobiłaś to specjale”. Zapobiegliwie nie odpowiadam starając się odwrócić uwagę płacząc – „boli”. W trybie natychmiastowym zostaje przetransportowana z podwórka do domu i z próbą wywołania we mnie poczucia winy. Otrzymuję do ubrania koszulkę i spodnie. „Teraz będziesz wyglądać jak chłopak”.  Jak zrozumiałam wyglądać jak chłopak to coś okropnego? To znaczy, że „chłopak” to samo zło? Tej kwestii do tej pory nie rozwikłałam.

Szczęśliwa wybiegłam na podwórko. Czułam, że cały świat do mnie należy, no może za częścią podwórka, którą zajmował mój kuzyn z jakimiś chłopakami. A jak wiadomo wyglądać jak chłopaki to nić dobrego, dlatego właśnie postanowiłam osobiście to sprawdzić udając się do nich.

Krzysiek – mój kuzyn, jest dużo starszy, ma 8 lat, więc jego koledzy pewnie też. Gdy podeszłam jeden mnie zdemaskował. „Widziałem, że zrobiłaś to specjalnie, to nic jak będziesz moją żoną będziesz mogła się rzucać w błoto”. W mojej głowie pojawiło się milion pytajników i wykrzykników. Co? Żoną?! Więc mu odpowiedziałam stanowczo. Ja, nie umiem gotować i muszę iść po torebkę. Zostało mi to, do dziś. Jak się zbliża jakiś, który by coś… To ja mu – jestem wegetarianką i wykręcam się – oczywiście idę po torebkę.

Tak zaczęła się znajomość moja z dzisiejszym zakonnikiem, obierzy światem.

Reklamy