czytamy …

Kampanie:

„Nie czytasz nie idę z tobą do łóżka”; ” Lubię czytać”; „Zakochaj się w czytaniu”; ” Warto czytać”.

Warszawa – kawiarnie z książkami. Takie niby kluby „literacki”, dla tych co czytają. Każdy „czyta”.  Bohema intelektualna, tak jak koniecznie teraz trzeba mieć korzenie żydowskie aby być intelektualistą, tak trzeba „bywać”.

Czytam – dużo, mało, średnio – kwestia względna około dwóch książek tygodniowo. Pewnie mogła bym więcej, jednak lubię też inne rozrywki. Mój dobór literatury jest mocno selektywny, tak jak oglądania filmów. Jeśli chodzi o filmy, to te z gatunku „milusie” obejrzę. Książek nie.

Po co o tym piszę.  Kogo to interesuje ile czytam i co czytam. Pewnie znajdą się cztery osoby. Reszta ludzi jest skupiona na sobie. Tak naprawdę, myślimy zawsze o sobie. No nie zawsze, prawe co dziennie myślę o Marysi, Ewie, Górze (o tej małpie myślę prawie 30 lat, a jak nie myślę to i tak myślę), Donacie, Ani. Pawle, Darku i Remigiuszu. O pozostałych mniej lub bardziej sporadycznie. Zawsze uważałam, że nie można mieć masy przyjaciół, bo się nie da przyjaźnić z tłumami. Każdy, tak na prawdę myśli o małej grupce ludzi.

Wrócimy do książek. Jeszcze jeden z moich dogmatów, nie czytam wszystkiego, aby nie zaśmiecać sobie umysłu. Po za tym gówno zawsze zostanie gównem, choć ubierze się je w kolorową okładkę.  Widać, kto jaką czyta literaturę. Widać po tej osobie jej wartość oraz to co płynie w jego żyłach.

Dobra literatura jest jak pokarm, który trwa w tobie. Krąży w całym krwiobiegu.

Zła literatura – jest jak odpad- jesz ją- trawisz- a potem wysrasz. I to dobrze jak się da, bo często prowadzi do zatrucia organizmu.

Reklamy