etykietki

W moim ulubionym notatniku zakreśliłam kilkanaście słów zupełnie na inny temat niż etykietki. To było wczoraj wieczorem a dziś jest dziś. Tym bardziej, że po mieszkaniu kręci się bratanek. Kocham Go nad życie ale to nastolatek a to zupełnie inny gatunek człowieka 😉 Zresztą kto jest wstanie zrozumieć nastolatka! Pamiętam dobrze, że mnie, też nikt nie rozumiał. Ja, siebie tym bardziej. Na całe szczęście Pan Bóg wymyślił biblioteki i tam można było się schować. Nie jestem pewna czy to jest do końca cudowny wynalazek, bo ja tam znalazłam masę dziwnych książek. Jak na przykład Erystyka, Dialektyka. No cóż, każde błogosławieństwo jest też przekleństwem w realności społeczeństwa. Jakby nie patrzeć społeczeństwo jest.

Jakiś czas temu wybuchła dyskusja na temat „Murzyn”. Oczywiście, jako argument „Murzynek Bambo”, bo takie miłe. Czy na pewno? Czy mówimy o nim dobrze czy może traktujemy jego, jako kogoś gorszego?  Jaką wkładamy etykietkę mówiąc Murzynek. Polacy w szczególności upodobali sobie nadawanie etykietek i znaczeń tam gdzie ich nie widać.

Będę uprawiać trochę ekshibicjonizmu doświadczalnego, nie chce korzystać z innych doświadczeń. Od 2006 roku przygotowywałam się na poważnie zajmowanie się wspieraniem rozwoju osobistego z naciskiem na motywację i rozwój naturalnych talentów. Pogrzebana mi była praktyka, więc nawiązywałam współpracę z różnymi ludźmi i w różnych miejscach.  Posiadałam już duże doświadczenie, jako trener szkoleniowiec, kilka dobrych lat pracy z osobami dorosłymi. Brakowało mi jednak doświadczenia w pracy z małymi dziećmi. Jednak nie interesowały mnie dzieci po czwartym roku życia. Do chwili urodzenia do trzech lat kształtują się korzenie człowieka. Późniejsze lata to tylko szlifowanie społeczne.

Dzieci, jako jedyne ssaki rodzą się widzące. Tzn. widzą kształty i światło na 30 centymetrów. Chcą być dobrze widzianym dla dzieci, najdoskonalsze kolory to: czarny, biały i czerwony. Są widoczne.

Pojawiałam się u kilkunastu dzieci maleńkich w różnych rodzinach społecznych. Podczas jednego ze spotkań u jednej z Pań. Podkreślę, że wyższe wykształcenie i podobno wysoki status materialno – społeczny. Pracując z dzieckiem 3 miesięcznym, jego mama wyraziła swoją opinie. „Pani nie przychodzi ubrana na czarno, bo Tosia się boi. Czarny to kolor starych bab”. Rozumiecie, że 3 miesięczne dziecko posiada już uwarunkowanie społeczne i rozumie znaczenie nieuzasadnione do koloru czarnego, który jest jednym z tych, który dobrze widzi.

Zobaczmy, co na temat etykietek mówi psycholog Philip George Zimbardo:

„Nieustannie przydzielamy etykietki innym ludziom, naszym włas­nym odczuciom i samym sobie. Etykietka stanowi wygodne, uprosz­czone streszczenie złożonego doświadczenia: „Jest Norwegiem”, „To niezła laska”, „Są nudni”, „Jesteśmy uczciwi”, „Jestem niedobry”. Etykiety jednak nie tylko zawierają obiektywną informację, lecz także często wiele mówią o systemie wartości tego, kto je przydziela. Jeżeli senator Joseph McCarthy w latach 50. przykleił komuś etykietę „komunista”, oznaczało to, że jest się potępionym, jako podstępne narzędzie radzieckiego reżimu totalitarnego. W  Moskwie analogicznie działała etykieta „burżuazyjny kapitalista”.

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że często etykieta oparta jest na szczątkowych lub wręcz żadnych konkretnych informacjach, a dyktuje ją jakieś osobiste uprzedzenie. Co więcej, nawet dostępne informacje są najczęściej filtrowane przez subiektywnie przyciemnione szkła osoby oceniającej.

Badania również potwierdzają siłę etykiet. Negatywna reakcja na daną osobę jest silniejsza, gdy osoby badane zostały wcześniej poinformowane, że osoba ta była leczona psychiatrycznie, niż gdy sądzą, że jest to bezrobotny poszukujący pracy. Jeżeli studentom powie się, że pewien członek ich grupy, którego nie mogą zobaczyć, jest „stary”, to często go ignorują, nie zwracają uwagi na pochlebne o nim opinie, mówią do niego wolniej i głośniej – chociaż jest w ich wieku.

Tak, więc ludzie są w stanie przyjąć i zaakceptować etykietę bez żadnych konkretnych dowodów na jej potwierdzenie, a następnie trzymać się jej niezależnie od tego, co właściciel etykiety robi i kim naprawdę jest.

Co gorsza, przejawiamy także nadmierną skłonność do przylepia­nia etykiet samym sobie bez żadnego realnego uzasadnienia. Typowy scenariusz wygląda tak: dostrzegam, że pocę się, gdy prowadzę wykład. Stąd wnioskuję, że jestem zdenerwowany. Jeśli zdarza się to często, mogę nawet określić siebie mianem „nerwowy”. Skoro już mam etykietę, muszę odpowiedzieć sobie na pytanie: „Dlaczego jestem nerwowy?” I zaczynam poszukiwać stosownego wyjaśnienia. Być może zauważyłem, że niektórzy wychodzą z sali albo nie uważają. Jestem nerwowy, bo źle wykładam.

Często przylepiamy etykiety na podstawie najbardziej błahych informacji. A jak się kogoś raz zaszufladkuje to tak, jakby mu dwukrotnie udowodnić, że taki właśnie jest. Nasze poszukiwanie wyjaśnień jest od tej chwili skażone – przyjmujemy wszystko, co potwierdza etykietę, i odrzucamy to, co jest z nią sprzeczne.

Etykieta może być błędna od samego początku. Wtedy odwraca ona uwagę od prawdziwej zewnętrznej przyczyny i skłania do nadmiernego zajmowa­nia się swoim nieprzystosowaniem do oczekiwań. Tego rodzaju nie­prawidłowe oceny zdarzają się też często w przypadku etykiety „nie­śmiały”, jak opisuje to aktorka, Angie Dickinson:

„Myślę, że ludzie, którzy mówią o innych «nieśmiały» często nie zdają sobie sprawy, że słowo «nieśmiałość» może być synonimem słowa «wrażliwość». I nie rozumieją, albo nie próbują zrozumieć, czyjejś wrażliwości. Zaczęłam ufać samej sobie wtedy, kiedy nauczyłam się ignorować ludzi, którzy byli wobec mnie nieczuli. Wrażliwość, a przecież wiele dzieci i dorosłych jest wrażliwych, może być sympatyczną cechą. Niepozwalani wiec zepchnąć się do narożnika tym, którzy wrażliwość biorą za nie­śmiałość”.

Zastanówmy się, co mówią o nas samych etykietki, które przyklejamy.

Reklamy