pustynia …

Dziś postanowiłam napisać o miejscu, w którym będą odbywać się warsztaty. I co by tu powiedzieć, aby nie skłamać i prawdy nie powiedzieć. Oczywiście, jako stworzona do mówienia – kocham mówić, dlatego taki a nie inny zawód – jednak nie chcę odzierać z wrażeń, jakie będą towarzyszyć miejscu. Opowieści, więc będą spłycone do ostatecznego minimum. Pensjonat Akurat, położony na Mazurach. Tak moje drogie Panie i Panowie, Mazury są wręcz mitycznym sercem Polski. Ostatnio promowane przez serial „ Nad rozlewiskiem”.  Ponieważ bywam przebiegła, więc informacja o serialu pojawia się celowo. Wracając do Pensjonatu. Położony nad samym jeziorem Krzywe. Otoczony polami, łąkami i lasami. Unoszący się w powietrzu spokój czasem może wywołać zastanowienie. Jak to może być spokojnie, nic wielkiego się nie dzieje, świat się nie wali.

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że budzisz się rano otwierasz okno, a tam masz widok jak z pocztówki. Poczuj zapach, jaki wdziera się do twojego pokoju. Usłysz śpiew ptaków, cały ten szum robiony przez owady. Zobacz jak nie przeszkadzają much, które normalnie w bloku ganiasz z gazetą lub czymś innym, co właśnie wpadło w twoje ręce.

Serialowa Małgosia (Joanna Brodzik) ma 40 lat. Jest wciąż młoda i piękna (wiadomo, że psychologowie, socjologowie i inni znawcy mówią, że młodość kończy się w wieku 37 lat i zaczyna się dorosłość). Pełna twórczy i witalnych sił. Jednak jej otocznie nich chce tego przyjąć w sposób czysty. Już w pierwszym odcinku „Domu nad rozlewiskiem” Małgosia słyszy słowa „jak to wole dojrzałe, bo wiedzą, co i jak”. Ona jednak nie zamierza tracić pewności siebie – jest pełna energii i optymizmu, lubi i potrafi się podobać, a przy tym nie brak jej ambicji i przekonania o własnej wartości. Ma pokładane życie, mąż, córka i praca, w której odnosi sukcesy?

Więc, po co jej jakaś operacja? Dlaczego w pracy czuję się nie pewnie? Czy musiało dojść do wstrząsu? Musiało!!! Do cholery musiało. Sama powiedziała „czyżbym straciła czujność”. W życiu zmiany następują zawsze gwałtownie i zawsze są pozytywne. Inspiracje pojawiają się także gwałtownie. Czasem myślę, że Bóg patrzy na nasze życie i jak je sobie piepszymy. I zastanawia się czy skorzystamy z wiatru, jaki nam daje.

Małgosi wali się cały się świat. Traci pracę, ma cholerne 40 lat i nikt jej nie chce przyjąć do pracy. Mąż ją zdradza. Umiera teściowa, która była dla niej jak matka. Wypłakuje się. „Zawsze miałam pod górkę”. Jednak to chyba nie jest najgorsze. Ona zauważa, że nie wie, czego chce. Całe swoje życie starała się robić wszystko dla innych.

Zaraz się pojawia pytanie, co zrobić w takiej sytuacji, gdy zaczyna wiać. Świat. Który znałyśmy przestaje istnieć? Co powinno się zrobić.

Odpowiedź: Pustynia.

Bo najważniejsza jesteś ty. To, co jest w tobie. Nie terapia. Wierzę w psychologię. Nie wierzę natomiast w terapię. Kiedy mi się świta posypała zrobiła to, co robi większość z nas poszłam na terapię. Jako związana z psychologia dałam się na mówić z łatwością. Nie ma kontaktu z psychologią kliczną, nawet nie bardzo mam znajomych w śród nich. Zawsze uważałam, że terapia nie jest drogą rozwiązania gdy stoimy na zakręcie a świat się wali. Oczywiście jest potrzebna przy poważnych zaburzeniach osobowości czy chorobach. Przy załamaniach interwencja jednak terapeuta wyczuwa klienta. Potwierdziło się jeśli chodzi o mnie. Bo co ma piernik do wiatraka.

Idąc na terapię jesteśmy bezbronni, a na terapię też trzeba mieć siłę. Każda najmniejsza sugestia może cię zabić. Brak zachowanie też zabija. A co robi terapeuta nie zajmuje się założeniem opatrunku tylko zaczyna grzebać we wnętrz, bo ma fantazję. Podkreślę ma fantazję, że robi dobrze. Trzeb pamiętać jeszcze jedną ważną rzecz. Pamięć ulega zmianie i często zatarciu a umysł tworzy nowe wspomnienia na podstawie emocji i ciężaru, jaki pozostał. Często nic nie zostaje wydobywane. Posiadamy jakieś mało konstruktywne zachowania nabyte w okresie przeszłym i potrzeba treningu umiejętności. Budowania zabezpieczeń, terapia nie tu. Żaden chirurg nie robi operacji bez wcześniejszy badań i wywiadu. Nie grzebie. Dlatego wyjściem jest pustynia

Pustynia – taka symboliczna. Może być na Mazurach jak serialowa Małgośka, które nie miała całkowitego zamknięcia a nabywało nowych umiejętności. Przede wszystkim odbywa się podróż w głąb siebie.

Dużo bodźców to dużo informacji. Informacja może prowadzić do nadmiaru stymulacji. Nadmiar stymulacji prowadzi do zaniku zdrowej motywacji.

Jezus także odbył podróż na pustynie przed najważniejszą misją. Czterdzieści dni na pustyni, walki duchowe. Przemyślenia, dojrzewanie i inne tam.

Budda nie był lepszy uciekł na pustynie na 6 lat!!! Dokładnie uciekł – nie wiem, co to za oświecenie, jeśli się ucieka przed życiem. Nie, jako wybór wolnego oświeconego człowiek, tylko ucieczka niewolnika. Nie kupuje drogi Buddy.

Pustynia, jako miejsce, w które się udaję, aby przemyśleć swoje życie, egzystencje. Odbyć walkę z samym sobą. Czyli dokonać przewartościowania siebie, swojego otocznia – życia. Całą sobą jestem za. Jeśli wszystko ci się wali, wszystko idzie nie tak jakbyś chciała/chciał. Najpierw usiądź. Zadaj sobie pytanie gdzie jesteś.

Reklamy